czwartek, 16 grudnia 2010

Goscie, goscie

fajny ten Adwent. Z Irlandii mialam gosci. Dziewczyny nie wystraszyly sie, ze moze byc tloczno.Troche bylo, ale ojtam. Najwazniejsza byla zabawa, si? Dzieci bawily sie razem rewelacyjnie. Jeszce z tydzien z Jula, a Aaron swietnie mowilby po polsku, no i angielsku. A Jula po niemiecku:)

Zalozeniem pobytu dziewczyn bylo: kielbasy z bulka na jarmarku swiatecznym, grzane wino z rumem, niemieckie wurtsy i wykupienie swiatecznych czekolad lindta:)wszystko sie ladnie udalo. No i zgodnie z nowa swiecka tradycja obejrzalysmy tez "love actually".


Dzieci ze soba b. ladnie wspolpracowaly. No i najwazniejsze, nie bylo jakis wielkich histerii. Male owszem, ale szybko przechodzily. Cztero- i piecio-latki potrafia b. ladnie i kreatywnie sie bawic, o tak na przyklad:



Ten karton w tle byl w sumie jedna z najlepszych zabawek. Bo cuda mozna z nim robic:)

Tu w ksiegarni. Ksiegarnia w ogole byla rewelacyjna, bo ze zjezdzalnia









Jan tez "czyta"



Mala

1 komentarz: