Zalozeniem pobytu dziewczyn bylo: kielbasy z bulka na jarmarku swiatecznym, grzane wino z rumem, niemieckie wurtsy i wykupienie swiatecznych czekolad lindta:)wszystko sie ladnie udalo. No i zgodnie z nowa swiecka tradycja obejrzalysmy tez "love actually".
Dzieci ze soba b. ladnie wspolpracowaly. No i najwazniejsze, nie bylo jakis wielkich histerii. Male owszem, ale szybko przechodzily. Cztero- i piecio-latki potrafia b. ladnie i kreatywnie sie bawic, o tak na przyklad:
Ten karton w tle byl w sumie jedna z najlepszych zabawek. Bo cuda mozna z nim robic:)
Tu w ksiegarni. Ksiegarnia w ogole byla rewelacyjna, bo ze zjezdzalnia
Jan tez "czyta"
Mala

Omójboze blog zyje! ;-)
OdpowiedzUsuń